- Ech..., lepiej wracać, mogą tu wrócić - stwierdziłem wolno ruszając do wcześniej pozostawionego pojazdu
- Widać, że się śpieszysz - zauważyła
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Mogą tu wrócić za jakąś godzinę i złapać nasz ślad jeśli nie ruszymy dup z powrotem - naprostowałem
Westchnęła cicho.
- Poza tym trzeba jak najszybciej zrobić Ci porządek z tą ręką. Nie wygląda najlepiej - stwierdziłem idąc do drogi. Cate ruszyła za mną.
Po 15 minutach byliśmy koło motoru. Sprawdziłem dokładnie maszynerie.
- A to po co? - zapytała - Przecież się spieszymy
- Nie wiesz czy krwiopijcy nie widzieli, że tu parkujemy i, że nic z nim nie zrobili. Ostrożności nigdy za wiele - mruknąłem i zapaliłem silnik
Wzruszyła ramionami.
Droga powrotna znacznie się dłużyła, jednak prawdopodobnie trwała tyle samo. Słońce już wzeszło jednak było jeszcze przed południem. Wjechałem do garażu i pomogłem Cate zsiąść z motoru.
- Idź najlepiej zaraz do medyka - poradziłem
- Tia..., a Tobie na pewno nic nie jest? - upewniła się
- Nie, nic - zapewniłem
Kiwnęła głową i ruszyła na górę. Ja zostałem by pozamykać garaż.
< Cate?>
niedziela, 14 grudnia 2014
Od Cate c.d. Felix'a
Kiwnęłam zgodnie. Felix zabrał broń i ruszył ku wyjściu, poszłam szybko za nim. Nim wyszliśmy z mauzoleum wyczułam, że ktoś czeka na nas przed jego wejściem. Najwidoczniej i Felix wyczuł obcy zapach. Nie należał on do najprzyjemniejszych, ponadto nie był to nikt z rodziny ani z watahy. Najwidoczniej wampiry dowiedziały się o tym co tutaj spoczywa. Tak, to do nich- Wampirów należał ten zapach. Czuć było krew, wszędzie. Najwidoczniej cały klan śledził nas. Ale wiedząc jak niebezpieczne jest te miejsce woleli poczekać, aż będziemy musieli wyjść.
-Czemu wcześniej ich nie wyczułam?-prychnęłam ze złością
-Oj, Ciii~-uciszył mnie.
Wycelował swoją nową bronią w jednego wampira, kiedy pocisk wystrzelił, żadne z krwiopijców nie spojrzało na tego wampira. Nie było słychać wystrzału, ponadto wystrzelony pocisk był bardzo szybki. Nie dało się do uniknąć. Felix zaśmiał się pod nosem.
-Nówka nie śmigana...-krzyknęłam wybiegając z mauzoleum.
O wiele lepiej walczyło mi się wręcz lub ze średniej odległości. Teraz kiedy Felix ma snajperkę, ze spokojem nie muszę się martwić, że umrę tutaj. A blizna czy dwie są całkiem urocze, pocieszałam się w myśli, jeśli będzie taka konieczność posiadania ów pamiątki z tego wypadu.
Dotykiem śmierci w niecałe 30 sek zmieniłam w popiół 3 z nich. Przyzwałam również mój magiczny miecz, a dodatkowo z naszyjnika "Serce Lasu" przyzwałam Mi, Ro, Q, Yu.
Jeden z wampirów uciekł przy okazji zadając mi dość spore obrażenia. Resztę wykończyliśmy.
-Nic Ci nie jest?-zapytał Felix
-Jest dobrze...-powiedziałam.Ale ręka w którą zostałam ranna nie wyglądała najlepiej. Była cała we krwi, a dodatkowo bolało. Najwidoczniej była złamana.
<Felix?>
-Czemu wcześniej ich nie wyczułam?-prychnęłam ze złością
-Oj, Ciii~-uciszył mnie.
Wycelował swoją nową bronią w jednego wampira, kiedy pocisk wystrzelił, żadne z krwiopijców nie spojrzało na tego wampira. Nie było słychać wystrzału, ponadto wystrzelony pocisk był bardzo szybki. Nie dało się do uniknąć. Felix zaśmiał się pod nosem.
-Nówka nie śmigana...-krzyknęłam wybiegając z mauzoleum.
O wiele lepiej walczyło mi się wręcz lub ze średniej odległości. Teraz kiedy Felix ma snajperkę, ze spokojem nie muszę się martwić, że umrę tutaj. A blizna czy dwie są całkiem urocze, pocieszałam się w myśli, jeśli będzie taka konieczność posiadania ów pamiątki z tego wypadu.
Dotykiem śmierci w niecałe 30 sek zmieniłam w popiół 3 z nich. Przyzwałam również mój magiczny miecz, a dodatkowo z naszyjnika "Serce Lasu" przyzwałam Mi, Ro, Q, Yu.
Jeden z wampirów uciekł przy okazji zadając mi dość spore obrażenia. Resztę wykończyliśmy.
-Nic Ci nie jest?-zapytał Felix
-Jest dobrze...-powiedziałam.Ale ręka w którą zostałam ranna nie wyglądała najlepiej. Była cała we krwi, a dodatkowo bolało. Najwidoczniej była złamana.
<Felix?>
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Od Felix'a d.c. Cate
Weszliśmy dość wolno do garażu. Przeszedłem do mojego motoru. Spojrzała na mnie krzywo.
- No co? Szybsze od wilka, poza tym jestem leniwy i nie chce mi się lecieć pieszo - powiedziałem i założyłem kask.
Podałem jej drugi, założyła ale bez przekonania. Wsiadłem i odpaliłem. Po chwili wahania Cate zrobiła to samo.
Ruszyłem dość szybko przez co moja siostrzyczka zaraz mocno się złapała i dobrze. Jechaliśmy dobre dwie godziny aż dotarliśmy pod las, tak jak planowałem. Zatrzymałem motor między drzewami, mimo to niedaleko od drogi. Ściągnąłem kask i zsiadłem.
- Zbieraj się - mruknąłem do Cate
Zsiadła i podała mi kask.
- Nie mogłeś go zostawić na szosie albo chociaż na parkingu? - zapytała
- Żeby ktoś go sobie wziął? Nie - odpowiedziałem ruszając lasem
Szła koło mnie.
- Serio masz zamiar tam iść? - zapytała krzywiąc się
- Tak, nie widać? - odpowiedziałem pytaniem
- Pamiętasz chociaż drogę byśmy tam nie zostali na zawsze? - upewniała się
- Tak, naturalnie - odpowiedziałem nadto spokojnie
Zmieniłem się w wilka by było szybciej, Cate podążała tuż za mną, jednak gdy zorientowała się, że po prostu chce iść szybciej, a nie próbuję się ogrzać także przyjęła wilczą postać. Zaraz ruszyłem szybkim biegiem.
Po 10 minutach wybiegliśmy przed stare mauzoleum. Zmieniłem się w człowieka i obejrzałem na Cate, także już była człowiekiem. Zacząłem przechodzić między wysoką trawą.
- No co? Szybsze od wilka, poza tym jestem leniwy i nie chce mi się lecieć pieszo - powiedziałem i założyłem kask.
Podałem jej drugi, założyła ale bez przekonania. Wsiadłem i odpaliłem. Po chwili wahania Cate zrobiła to samo.
Ruszyłem dość szybko przez co moja siostrzyczka zaraz mocno się złapała i dobrze. Jechaliśmy dobre dwie godziny aż dotarliśmy pod las, tak jak planowałem. Zatrzymałem motor między drzewami, mimo to niedaleko od drogi. Ściągnąłem kask i zsiadłem.
- Zbieraj się - mruknąłem do Cate
Zsiadła i podała mi kask.
- Nie mogłeś go zostawić na szosie albo chociaż na parkingu? - zapytała
- Żeby ktoś go sobie wziął? Nie - odpowiedziałem ruszając lasem
Szła koło mnie.
- Serio masz zamiar tam iść? - zapytała krzywiąc się
- Tak, nie widać? - odpowiedziałem pytaniem
- Pamiętasz chociaż drogę byśmy tam nie zostali na zawsze? - upewniała się
- Tak, naturalnie - odpowiedziałem nadto spokojnie
Zmieniłem się w wilka by było szybciej, Cate podążała tuż za mną, jednak gdy zorientowała się, że po prostu chce iść szybciej, a nie próbuję się ogrzać także przyjęła wilczą postać. Zaraz ruszyłem szybkim biegiem.
Po 10 minutach wybiegliśmy przed stare mauzoleum. Zmieniłem się w człowieka i obejrzałem na Cate, także już była człowiekiem. Zacząłem przechodzić między wysoką trawą.
niedziela, 7 grudnia 2014
Od Rose d.c Felix'a
Popatrzyłam po sobie, no pierwsze to w myślach, że zabiję tego, kto pozbawił mnie bielizny i ubrał w jakiś fartuch. Czułam się nie komfortowo, no ale z trudem usiałam. Zsunęłam z siebie, kołdrę i zaczęłam odpinać się od kroplówki i tych pierdół. Popatrzyłam po sali jeszcze raz, trochę podobnie jak w szpitalu, tylko różnica barw. W szpitalach jest śnieżno biało, a gdzieniegdzie są tez beżowe paski na ścianach, a tutaj były zielono-błękitno-żółte, nawet były meble. Uśmiechnęłam się do Felix'a
- Ej ... siadaj tutaj...- zrobiłam mu miejsce na łóżku, żeby mógł usiąść.
Usiadł na skraju, delikatnie się do niego przytuliłam, olewając to, że bez majtek i stanika tylko w tym czymś..
- Od razu się kleisz... - pokazał mi język.
Westchnęłam cicho patrząc w sufit.
- Ty wiesz co....
- Co?- spytał.
- Chyba jestem debilką...-stwierdziłam.
- Czemu tak uważasz? - zapytał zszokowany, a to był jego wyraz twarzy -> o.o .
Uśmiechnęłam się niemrawo...
- Bo ja....- urwałam, odwróciłam wzrok.
- Hym?
- Kocham Cię.. - powiedziałam z trudem, zaczerwieniłam się na twarzy.
Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, to skrywana, sama nawet o tym nie wiedziałam, zdałam sobie sprawę dopiero po tym jak zostałam nieźle ranna, no ale walić to, co było minęło. Chociaż, gdyby nie to nie wiedziałabym o tym uczuciu? Nie wiem, nie mogłam dłużej tego ukrywać, no na początku przyjaźni się w nim nie bujałam, tylko tak od 6 miesięcy, zaczęłam coś do niego czuć.
< Felix? a dalszą część ciągniesz ty :P >
- Ej ... siadaj tutaj...- zrobiłam mu miejsce na łóżku, żeby mógł usiąść.
Usiadł na skraju, delikatnie się do niego przytuliłam, olewając to, że bez majtek i stanika tylko w tym czymś..
- Od razu się kleisz... - pokazał mi język.
Westchnęłam cicho patrząc w sufit.
- Ty wiesz co....
- Co?- spytał.
- Chyba jestem debilką...-stwierdziłam.
- Czemu tak uważasz? - zapytał zszokowany, a to był jego wyraz twarzy -> o.o .
Uśmiechnęłam się niemrawo...
- Bo ja....- urwałam, odwróciłam wzrok.
- Hym?
- Kocham Cię.. - powiedziałam z trudem, zaczerwieniłam się na twarzy.
Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, to skrywana, sama nawet o tym nie wiedziałam, zdałam sobie sprawę dopiero po tym jak zostałam nieźle ranna, no ale walić to, co było minęło. Chociaż, gdyby nie to nie wiedziałabym o tym uczuciu? Nie wiem, nie mogłam dłużej tego ukrywać, no na początku przyjaźni się w nim nie bujałam, tylko tak od 6 miesięcy, zaczęłam coś do niego czuć.
< Felix? a dalszą część ciągniesz ty :P >
piątek, 5 grudnia 2014
Od Cate c.d. Felix'a
Gdy tylko wpadłam do pokoju, złapałam za sweterek. Wzięłam też kilka innych rzeczy, ale zanim się obejrzałam minęło 6 min. Powoli zaczęłam wychodzić z pokoju. Za sobą zamknęłam drzwi.
Już dawno...
-Ech...To jest nie ważne...-weszłam do pokoju, gdzie stał Felix.
Spojrzał na mnie, ale szybko odwrócił wzrok. I kierował się już ku wyjściu.
-No idziesz?-Krzyknął
-Chwilka-powiedziałam w pośpiechu zakładając buty.
-Bo Cię zostawię.
-Już lecę- powiedziałam i wybiegłam z domu.
<Felixie?>
Już dawno...
-Ech...To jest nie ważne...-weszłam do pokoju, gdzie stał Felix.
Spojrzał na mnie, ale szybko odwrócił wzrok. I kierował się już ku wyjściu.
-No idziesz?-Krzyknął
-Chwilka-powiedziałam w pośpiechu zakładając buty.
-Bo Cię zostawię.
-Już lecę- powiedziałam i wybiegłam z domu.
<Felixie?>
środa, 3 grudnia 2014
Od Felix'a
- A ty dokąd? - zapytała Cate łapiąc mnie za kurtkę na ramieniu
Właśnie próbowałem przekraść się niezauważony do garażu jednak gdy tylko zobaczyła mnie kątem oka zaraz złapała. Było około 6 rano i miałem nadzieję, że śpi. A tu niespodzianka.
- A nigdzie... - mruknąłem
- Miałeś dzisiaj pomagać - zauważyła z lekkim rozdrażnieniem
- Pomagam - odpowiedziałem
- Jasne, od dwóch tygodni włóczysz się tu i ówdzie i nic nie robisz - odpowiedziała
- Nie włóczę - skrzywiłem się lekko
- Tak?! To w takim razie wyjaśnij co robisz całe dnie? Przepraszam, nie tylko dnie, przychodzisz przecież około drugiej w nocy! - podniosła głos już denerwowana nie na żarty
- to dłuższa historia... - stwierdziłem
- Zawsze tak mówisz - syknęła
Nagle na schodach rozległy się kroki, widocznie zauważyliśmy to w tej samej chwili bo odwróciliśmy się w tamtym kierunku. Po chwili na dole stanął Arno przecierając oczy.
- Cate musisz tak krzyczeć? - zapytał
Przez chwilę miałem wrażenie, że wybuchnie, ale wzięła jedynie głęboki wdech.
- Nie, już będziemy ciszej, wracaj na górę - powiedziała
Młody tylko kiwnął głową i ruszył w drogę powrotną.
- Jadę sobie pogadać nieco z wujkiem Marcus'em - powiedziałem idąc dalej jednak znów złapała mnie za ramię
- Nie wiesz, że teraz liczą się żyjący? Że to już minęło? - zapytała nieco poetycko
- Tak, ale przyszłość jak i przeszłość zawarta jest w zmarłych, ładnie się tego nauczyłaś - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem
Prychnęła.
- Tak więc jadę z Tobą, przynajmniej szybciej wrócisz - powiedziała
- To nie jest dobry pomysł... - zacząłem
- Anne sobie poradzi, daj mi 10 minut by się zebrać i nawet nie próbuj uciekać bo Cię dogonię - powiedziała
Westchnąłem cicho i siadłem sobie przy barze, który aktualnie był pusty.
- 10 minut potem idę - odparłem
Kiwnęła głową i zniknęła na górze.
< Cate?>
- to dłuższa historia... - stwierdziłem
- Zawsze tak mówisz - syknęła
Nagle na schodach rozległy się kroki, widocznie zauważyliśmy to w tej samej chwili bo odwróciliśmy się w tamtym kierunku. Po chwili na dole stanął Arno przecierając oczy.
- Cate musisz tak krzyczeć? - zapytał
Przez chwilę miałem wrażenie, że wybuchnie, ale wzięła jedynie głęboki wdech.
- Nie, już będziemy ciszej, wracaj na górę - powiedziała
Młody tylko kiwnął głową i ruszył w drogę powrotną.
- Jadę sobie pogadać nieco z wujkiem Marcus'em - powiedziałem idąc dalej jednak znów złapała mnie za ramię
- Nie wiesz, że teraz liczą się żyjący? Że to już minęło? - zapytała nieco poetycko
- Tak, ale przyszłość jak i przeszłość zawarta jest w zmarłych, ładnie się tego nauczyłaś - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem
Prychnęła.
- Tak więc jadę z Tobą, przynajmniej szybciej wrócisz - powiedziała
- To nie jest dobry pomysł... - zacząłem
- Anne sobie poradzi, daj mi 10 minut by się zebrać i nawet nie próbuj uciekać bo Cię dogonię - powiedziała
Westchnąłem cicho i siadłem sobie przy barze, który aktualnie był pusty.
- 10 minut potem idę - odparłem
Kiwnęła głową i zniknęła na górze.
< Cate?>
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Od Cate - Ród
nie była osobą surową, ale życzliwą i wyrozumiałą, to żadne z nas nie chciało by widzieć jej kiedy się wścieknie. Tata również był bardzo zabawny, opiekuńczy. Ale nigdy nie zapominał o tradycjach i innych takich "pierdołach". W końcu jesteśmy wilkołakami czystej krwi. Ach właśnie, czysta krew. Posiadając ją można nauczyć się potężnych zaklęć magicznych itd. Ale nawet z rodu matki są, osoby niebędące czystą krwią. Ze strony mamy, klan podzielił się na 2 części-1 pierwsza, z której my pochodzimy, są rodzinami czystej krwi. Nasza mama- Rosaline, miała 2 rodzeństwa. Wuj Ksawery, umarł dość młodo- w wieku 25 lat. Miał on żonę- Natię Oboje byli czystej krwi, ale umarli nie mając dzieci. Mama mówiła, że oboje byli wspaniałymi łowcami... głów. Dosłownie, polowali na ludzi, zwierzęta oraz istoty nadprzyrodzone. Mieli niebezpieczną pracę, nie sądzisz? Zginęli na jednej z misji, szkoda. Nie byliśmy wstanie ich poznać. Mama miała również siostrę- Anę Ciocia Ana była, choć można powiedzieć, że jest medykiem.W świecie ludzi. Ma ona męża o imieniu Inal, dziwne? Niestety dokładnie nie znam pochodzenie wuja Inal'a. Ale pochodzi on z potężnego klanu opartego o moc czarodzieji, z czasem posiedli oni zmiennokształtność- stali się wilkołakami. Po "wyczyszczeniu" krwi, jeden z nich- Inal związał się z Ciocią Aną. Osoby mające w sobie krew rodu z którego pochodził wujek Inal, mają potężniejsze moce. Ach, dobrze... Teraz czas na ich córkę- Emily jest ona o 6 lat starsza ode mnie, a zajmuje się głównie 2 rzeczami- pierwszą jest alchemia, oczywiście wspomaga się swoją fantastyczną magią, a drugą rzeczą jest polowanie na demony. W naszym rodzie, jest to dość powszechne zajęcie. Wiele osób zginęło z rąk tych okrutnych stworzeń. Haru, jest mężem Emily. Jest również wilkołakiem czystej krwi, aczkolwiek już dawno temu porzucił ten fakt. Nie chce przypominać sobie o tym, że jest wilkołakiem. Ale kiedy nie przeczył jeszcze, był świetnym mordercą. Ech, jakaś ta brutalna rodzinka ze strony mamy... Ale nic nie zmieni że, dużo pieniędzy z tego było. Obecnie pracuje w szkole i uczy historii. Emily w bardzo młodym wieku urodziła 3 dzieci. Nell-dziewczynka, energiczna i radosna. Rain i Sun- chłopcy. Cała 3 mogła, żyć. Gdyby nie wampiry. Sun był za słaby, by mógł się obronić. Nell i Rain przeżyli, tylko i wyłącznie dzięki Emily, to właśnie od tamtej pory Haru, nie chce pamiętać, że jest wilkołakiem. Nell, Rain i Sun byli jacy byli, ale byli naprawdę zżyci. Dzieciaki niedługo kończą po 8 lat. My jesteśmy ostatni z tej części. Więc teraz czas na drugą część- po tamtej stronie są osoby nieczystej krwi. Zapoczątkował to Dan, wiążąc się z ludzką kobietą o imieniu Isana (tak ISANA). Była ona płatnym zabójcą, która za zadanie miała zabicie Dana. Obydwoje byli wspaniałymi szermierzami, równymi sobie. Tak właśnie się poznali. Miłość szybko rozkwitła. Jeszcze przed zajściem w ciąże, Dan powiedział Isanie o swojej tajemnicy. Isana przed ślubem miała niemały dylemat, ale zgodziła się. Isana urodziła Danowi 2 dzieci. Jednym z nich jest Nikka, która powinna być w moim wieku. Oraz starszy ode mnie o 2 lata-Emir. Emir będący w wieku Felix'a, posiada 3 dzieci- Yume, Wandę i Jande Dziewczynki mają po 4 lata, a Jande ma 5. Ich matką jest Hanna, będąca ludzką ninja. Wywodzącą się z klanu księżyca, polującego na wilkołaki. Po ich małżeństwie nastał pokój między rodziną Smithów i potomków czystej krwi, mającej korzenie w tej rodzinie a klanem księżyca.
Ród Smithów nie jest mały, ale i nie duży. Posiadając potężnych sojuszników jesteśmy i my potężni. Zawsze tak było i będzie. Każdy z członu 1 musi pozostać czystej krwi, a z 2 członu musi poszerzać granice możliwości rodziny Smithów. Ach, no tak jeszcze nic nie wspomniałam o założycielach tego klanu- z tego co wiadomo była nim potężna para czystokrwistych- Janne i Mars. W ich czasach byli okrzyknięci jedną z najpotężniejszych par wilkołaków. Posiadali oni dużą wiedzę i doświadczenie- piastowali wiele stanowisk. Jak do tej pory są najpotężniejszą parą z rodziny Smithów. Legenda mówi, że Mars był bogiem wojny, zakochał się w Jenny i stał się taki jak ona-wilkołakiem. Ale te legendy są dziwne, nie sądzisz?
Od Felix'a d.c. Rose
Zastrzeliłem właśnie ostatnią pijawkę kiedy zobaczyłem, że Rosie niebezpiecznie się zatacza. Podbiegłem do niej szybko chowając broń. Złapałem Rosie w ostatnim momencie, bo sekunda później i by miała niemiły kontakt z ziemią.
Wziąłem dziewczynę na ręce i ruszyłem wolno w drogę powrotną. Gdy wszedłem tyłem do baru ( nie mając wolnej ręki na otworzenie ich ręką) od razu spotkałem się z czujnym wzrokiem Blue.
- Co wyście znowu wyrabiali?! - wrzasnęła od razu
- Dłuższa historia - mruknąłem
- Chyba jednak znajdziesz chwilę by mi ją opowiedzieć - odpowiedziała
- Tak, tak, to ważne i tak musimy pogadać - powiedziałem ruszając na górę
- Tak? Skoro według Ciebie to będzie tyle trwało to nie wiem czy ja będę mieć czas, no wiesz tyle roboty... - zaczęła ale umilkła gdy odwróciłem się na pięcie
- To jest bardzo ważne, reszta zaczeka tylko odstawie ją jakiemuś medykowi - powiedziałem
Wszedłem szybko na górę i zostawiłem Rosie pierwszemu brzegu medykowi. Zbiegłem szybko na dół i wszedłem z bar po czym przeszedłem za zaplecze do magazynu gdzie Cate liczyła wszystkie zapasy, broń, amunicję...
- Możemy pogadać? - zapytałem dość niecierpliwie
- Tak, tak, mów - powiedziała średnio mnie słuchając
- Wampiry na nas polują - odpowiedziałem
- Znowu twoje domysły? - zapytała nawet na mnie nie patrząc tylko coś notując
Złapałem ją z ramiona, odwróciłem do mnie przodem i lekko potrząsnąłem.
- To do cholery nie są moje domysły! Myślisz, że co nas tak poturbowało?! - zawołałem
Podwinąłem rękaw pokazując poszarpaną rękę.
- Gdybym nie twierdził, że rozmowa z Tobą jest ważniejsza - odpowiedziałem zdenerwowany tym, że nie bierze mnie na poważnie
- Tak, tak..., spokojnie - powiedziała jak zawsze gdy twierdziła, że wariuje i zdjęła moje ręce z swoich ramion.
- Jak spokojnie?! Jakiego dowodu potrzebujesz?! Półprzytomnej Anne całej z krwi? Nieżyjącego Arno? Proszę, bo pewnie zaraz się do tego posuną - powiedziałem, tak, teraz brzmiałem jakbym miał obsesję
- Dobrze, nie przesadzaj, okej? Idź do medyka niech Ci zrobi porządek z tą ręką i da coś na uspokojenie, potem pogadamy - odpowiedziała
Warknąłem cicho, odwróciłem się i ruszyłem do drzwi. Jak zawsze myślała, że po prostu chce zgrywać wielkiego łowcę wampirów, a okaże się, że to jakaś podróbka wampira. Ale cy coś takiego można sobie uroić?! Tak czy inaczej poszedłem do medyka. Nie miałem zamiaru mieć do tego amputacji ręki, to by sytuacji nie poprawiło.
Kiedy skończył siadłem koło Rosie. No, zostało jedynie czekać aż się obudzi i powie jak było.
Wziąłem dziewczynę na ręce i ruszyłem wolno w drogę powrotną. Gdy wszedłem tyłem do baru ( nie mając wolnej ręki na otworzenie ich ręką) od razu spotkałem się z czujnym wzrokiem Blue.
- Co wyście znowu wyrabiali?! - wrzasnęła od razu
- Dłuższa historia - mruknąłem
- Chyba jednak znajdziesz chwilę by mi ją opowiedzieć - odpowiedziała
- Tak, tak, to ważne i tak musimy pogadać - powiedziałem ruszając na górę
- Tak? Skoro według Ciebie to będzie tyle trwało to nie wiem czy ja będę mieć czas, no wiesz tyle roboty... - zaczęła ale umilkła gdy odwróciłem się na pięcie
- To jest bardzo ważne, reszta zaczeka tylko odstawie ją jakiemuś medykowi - powiedziałem
Wszedłem szybko na górę i zostawiłem Rosie pierwszemu brzegu medykowi. Zbiegłem szybko na dół i wszedłem z bar po czym przeszedłem za zaplecze do magazynu gdzie Cate liczyła wszystkie zapasy, broń, amunicję...
- Możemy pogadać? - zapytałem dość niecierpliwie
- Tak, tak, mów - powiedziała średnio mnie słuchając
- Wampiry na nas polują - odpowiedziałem
- Znowu twoje domysły? - zapytała nawet na mnie nie patrząc tylko coś notując
Złapałem ją z ramiona, odwróciłem do mnie przodem i lekko potrząsnąłem.
- To do cholery nie są moje domysły! Myślisz, że co nas tak poturbowało?! - zawołałem
Podwinąłem rękaw pokazując poszarpaną rękę.
- Gdybym nie twierdził, że rozmowa z Tobą jest ważniejsza - odpowiedziałem zdenerwowany tym, że nie bierze mnie na poważnie
- Tak, tak..., spokojnie - powiedziała jak zawsze gdy twierdziła, że wariuje i zdjęła moje ręce z swoich ramion.
- Jak spokojnie?! Jakiego dowodu potrzebujesz?! Półprzytomnej Anne całej z krwi? Nieżyjącego Arno? Proszę, bo pewnie zaraz się do tego posuną - powiedziałem, tak, teraz brzmiałem jakbym miał obsesję
- Dobrze, nie przesadzaj, okej? Idź do medyka niech Ci zrobi porządek z tą ręką i da coś na uspokojenie, potem pogadamy - odpowiedziała
Warknąłem cicho, odwróciłem się i ruszyłem do drzwi. Jak zawsze myślała, że po prostu chce zgrywać wielkiego łowcę wampirów, a okaże się, że to jakaś podróbka wampira. Ale cy coś takiego można sobie uroić?! Tak czy inaczej poszedłem do medyka. Nie miałem zamiaru mieć do tego amputacji ręki, to by sytuacji nie poprawiło.
Kiedy skończył siadłem koło Rosie. No, zostało jedynie czekać aż się obudzi i powie jak było.
***Wracając do dnia następnego***
Od rana chodziłem za Cate domagając się choćby krótkiej rozmowy, ale widocznie ona nie miała na to ochoty.
- Dobra! Felix! Zrozum, że to już robi się drażniące, okej? Daj mi chociaż chwilę spokoju - dopiero po tych słowach odczepiłem się od niej z niechęcią
Nie musiałem się jednak długo nudzić ponieważ medyk zaraz później powiadomił mnie, że Rosie odzyskała przytomność. Nie spałem całą noc siedząc przy niej więc byłem teraz nieprzytomny.
Wszedłem do pokoju medycznego i siadłem koło niej. Uśmiechnąłem się widząc jej otwarte oczy.
- Jak się czujesz? - zapytałem
- Jakby mnie coś rozjechało, a potem wycofując poprawiło - odpowiedziała i też z lekkim trudem się uśmiechnęła
- To nieciekawie, wiesz, jak nas wszystkich nastraszyłaś? Wczoraj chyba trzy razy Cię reanimowali - powiedziałem
- No dzięki! Ja was nastraszyłam? - odpowiedziała z wyrzutem
- Przepraszam, ale taka prawda - powiedziałem z lekkim rozbawieniem
- Miło, że bawi Cię moja sytuacja - mruknęła z przekąsem
- Oj, wcale nie bawi, poza tym, mi też chcieli rękę amputować, ale jak zacząłem ich wyzywać od debili zaraz tylko zszyli, masz szczęście, że byłaś nieprzytomna! Mi zszywali na żywca - wspomniałem
- Zaraz powiesz jeszcze, że sam sobie zszyłeś - zaśmiała się cicho
- Blisko było bo medyk nie mógł się zdecydować - też mimowolnie się uśmiechnąłem
< Rosie?>
niedziela, 30 listopada 2014
Od Felix'a - Ród
Odkąd miałem trzy lata pamiętam jak wbijano mi ciągle w głowę jak ważne są tradycje. Jako pierwszy musiałem być zawsze idealny i nienaganny. Tak więc ta też robiłem. Nie byłem ani nie jestem tak głupi by robić innym na złość jeśli nie mam w tym interesu. Naturalnie najmniej zabawy, najwięcej ćwiczeń. Historię rodu mogę recytować całą z pamięci, a były to prawie cztery tomy po 1000 stron i dalej się pisze. Zapisuje to zaczarowana księga ukryta głęboko w olbrzymim mauzoleum naszej rodziny. Jak pozostałe już napisane tomy. Jest ona ukryta pod specjalnym kloszem, a pisze ją samopiszące, magiczne pióro. Tak stare jak cały ród. Nie ma co się bać rabunku. Po pierwsze dlatego, że mimo, że budynek wydaje się sam w sobie niewielki jak na tyle pokoleń pod ziemią jest wielka liczba korytarzy. Tylko nieliczni, którzy znają drogę mogą tam dotrzeć. Droga jest przekazywana z jednego pokolenia na drugie. Nikt z poza rodziny jej nie zna, więc może równie dobrze tam umrzeć. By opisać całe drzewo genealogiczne trzeba by poświęcić ścianę i dopiero byłoby to do odczytania. U wilków częstym jest duże potomstwo także prawie każda rodzina ma trójkę lub więcej. Nawet jeśli nie wliczać w to rodziny matki zajmuje to dość dużo. [Klik] Nasza rodzina ma parę zamków, nie tylko te dwa, które należą do nas, więc gdy chce się znaleźć kogoś z naszych najłatwiej szukać po nich. Jeśli chodzi o historie rodziców, z mojego punktu widzenia wcale ciekawie nie wygląda. Nie pytałem o wiele. Osobiście rodziny mamy nie znam prawie wcale, tym interesowała się Blue. Ja byłem zbyt zajęty zgłębianiem rodu.
Zacząłem początkowo od dziadków by nie wyrobić sobie tego za dużo więc to tego dopiszę. Dziadek Teodore, nasz dziadek był dziedzicem rodu. Jak każdy pierworodny więc musiał ożenić się z czystą wilkołaczką. Taka już tradycja roku, nikt nic na to nie poradzi. Miał on dwójkę młodszego rodzeństwa - Nicolas'a i Lucy. Zginęli oni dość młodo.
Młodziej jednak ciotka, a raczej praciotka Lucy więc od niej zacznę. Podobno powiesiła się na wierzbie bo rodzice wybrali jej złego małżonka, ale to wie już tylko dziadek jak było na prawdę, problem, że nie chce się tym dzielić.
Wuj Nicolas umarł w wieku 30 lat wraz z swoją żoną, zdążyli mieć jednak dwójkę dzieci. Wujka Xaviera i ciocię Rosemary. Umarli w wyniku napadu wampirów, częste. Polują na nas jak na kaczki. Ojciec to powtarzał dość często, a teraz całkiem przyznaje mu racje.
Ale Kuzynostwo taty może poczekać. Zacznijmy od jego rodzeństwa.
Ojciec miał brata - Marcus'a i siostrę - Elizabeth. Oboje są od niego młodsi.
Jego siostra nadal żyje, jest świetny szamanem, jednak rzadko się widujemy. Dzięki cioci Lizzy mamy na prawdę duże kuzynostwo trzeba dodać, że musiała ich wszystkich wychowywać bez męża bo wujek zmarł zanim urodził się Matt - najmłodszy kuzyn z tej strony. A drugi najmłodszy od strony ojca. Zacznijmy jednak od początku by się nie zgubić. Dzieci ciotki Lizzy to Nicolas - najstarszy, 10 lat starszy ode mnie; Arthur - dwa lata starszy ode mnie; Philip - w moim wieku, Patricia - w wieku Blue; Andew - rok młodszy od Anne i Matt rok młodszy od Arno. Z Nick'iem nigdy nie mieliśmy najlepszych kontaktów z powodu wieku. Mimo, że prawie co weekend przyjeżdżali całą rodziną. Całe dzieciństwo spędziłem praktycznie tylko z Arthurem i Philipem. Blue i Anne pewnie najlepiej pamiętają chwile z Patricią. Teraz jednak całkiem straciliśmy z większością z nich kontakt. Mimo, że ja dalej od czasu do czasu kontaktuje się z nimi dla odświeżenia nie bywa to często. Matt z kolei umarł w zeszłym roku. Jak praktycznie wszyscy z naszego rodu zginął przez wampira. Arthur po tym prawie całkiem się załamał gdyż miał go pod opiekom.
Brat ojca nie żyje podobnie jak jego małżonka już od dłuższego czasu, mianowicie 6 lat. Zginęli nie zgadniecie jak! Tak, właśnie przez wampiry. Dzięki temu studiowaniu wiem czego się po nich spodziewać i modle się by nie wpadły na to by nas tropić. Wracając do wuja od niego został nam jedynie jeden kuzyn, z którym aktualnie nie mam kontaktu jednak wiem gdzie go w razie czego szukać. Mimo to twierdzę, że to nie wychowany gówniarz, z którym nie warto utrzymywać kontaktu. Pamiętam Mark'a jeszcze z czasów jak do nas regularnie przyjeżdżali, chyba nikt nie darzył go u nas sympatią. Miał brata jednak zginął rok temu. Z czystego taktu nie mówiło się o tym dlatego też nie znam przyczyny. Byłem wtedy akurat na pogrzebie. Zbieg okoliczności. Przyszedłem dla Matt'a bo gadałem wcześniej Arthur'em, a tu niespodzianka, podwójny pogrzeb.
Ojciec miał także kuzynostwo. Jego kuzyn - Xavier umarł bezdzietnie w wieku dwudziestu lat, osiemnaście lat temu. Natomiast jego kuzynka - Rosemary żyje do dziś, ma trójkę dzieci, przez różnicę wieku nie mam z nimi najlepszego kontaktu. Podobno jest ona jedną z lepszych łowców wampirów razem z mężem.
Zacząłem początkowo od dziadków by nie wyrobić sobie tego za dużo więc to tego dopiszę. Dziadek Teodore, nasz dziadek był dziedzicem rodu. Jak każdy pierworodny więc musiał ożenić się z czystą wilkołaczką. Taka już tradycja roku, nikt nic na to nie poradzi. Miał on dwójkę młodszego rodzeństwa - Nicolas'a i Lucy. Zginęli oni dość młodo.
Młodziej jednak ciotka, a raczej praciotka Lucy więc od niej zacznę. Podobno powiesiła się na wierzbie bo rodzice wybrali jej złego małżonka, ale to wie już tylko dziadek jak było na prawdę, problem, że nie chce się tym dzielić.
Wuj Nicolas umarł w wieku 30 lat wraz z swoją żoną, zdążyli mieć jednak dwójkę dzieci. Wujka Xaviera i ciocię Rosemary. Umarli w wyniku napadu wampirów, częste. Polują na nas jak na kaczki. Ojciec to powtarzał dość często, a teraz całkiem przyznaje mu racje.
Ale Kuzynostwo taty może poczekać. Zacznijmy od jego rodzeństwa.
Ojciec miał brata - Marcus'a i siostrę - Elizabeth. Oboje są od niego młodsi.
Jego siostra nadal żyje, jest świetny szamanem, jednak rzadko się widujemy. Dzięki cioci Lizzy mamy na prawdę duże kuzynostwo trzeba dodać, że musiała ich wszystkich wychowywać bez męża bo wujek zmarł zanim urodził się Matt - najmłodszy kuzyn z tej strony. A drugi najmłodszy od strony ojca. Zacznijmy jednak od początku by się nie zgubić. Dzieci ciotki Lizzy to Nicolas - najstarszy, 10 lat starszy ode mnie; Arthur - dwa lata starszy ode mnie; Philip - w moim wieku, Patricia - w wieku Blue; Andew - rok młodszy od Anne i Matt rok młodszy od Arno. Z Nick'iem nigdy nie mieliśmy najlepszych kontaktów z powodu wieku. Mimo, że prawie co weekend przyjeżdżali całą rodziną. Całe dzieciństwo spędziłem praktycznie tylko z Arthurem i Philipem. Blue i Anne pewnie najlepiej pamiętają chwile z Patricią. Teraz jednak całkiem straciliśmy z większością z nich kontakt. Mimo, że ja dalej od czasu do czasu kontaktuje się z nimi dla odświeżenia nie bywa to często. Matt z kolei umarł w zeszłym roku. Jak praktycznie wszyscy z naszego rodu zginął przez wampira. Arthur po tym prawie całkiem się załamał gdyż miał go pod opiekom.
Brat ojca nie żyje podobnie jak jego małżonka już od dłuższego czasu, mianowicie 6 lat. Zginęli nie zgadniecie jak! Tak, właśnie przez wampiry. Dzięki temu studiowaniu wiem czego się po nich spodziewać i modle się by nie wpadły na to by nas tropić. Wracając do wuja od niego został nam jedynie jeden kuzyn, z którym aktualnie nie mam kontaktu jednak wiem gdzie go w razie czego szukać. Mimo to twierdzę, że to nie wychowany gówniarz, z którym nie warto utrzymywać kontaktu. Pamiętam Mark'a jeszcze z czasów jak do nas regularnie przyjeżdżali, chyba nikt nie darzył go u nas sympatią. Miał brata jednak zginął rok temu. Z czystego taktu nie mówiło się o tym dlatego też nie znam przyczyny. Byłem wtedy akurat na pogrzebie. Zbieg okoliczności. Przyszedłem dla Matt'a bo gadałem wcześniej Arthur'em, a tu niespodzianka, podwójny pogrzeb.
Ojciec miał także kuzynostwo. Jego kuzyn - Xavier umarł bezdzietnie w wieku dwudziestu lat, osiemnaście lat temu. Natomiast jego kuzynka - Rosemary żyje do dziś, ma trójkę dzieci, przez różnicę wieku nie mam z nimi najlepszego kontaktu. Podobno jest ona jedną z lepszych łowców wampirów razem z mężem.
![]() |
| Mauzoleum rodziny Black'ów |
sobota, 29 listopada 2014
Od Rose do Felix'a
Słoneczny dzień jak każdy, tylko jak dla mnie obolały. Leżałam na specjalnym oddziale, podpięta do kroplówki, pozszywana, no i ponastawiali mi kości. Promienie słoneczne wolno wpadały przez okno szpitalne, otworzyłam wolno oczy i rozglądnęłam się po sali. Widziałam, że przeprowadzali mi transfuzję krwi, skrzywiłam się lekko samowolnie. Czułam się jakby ktoś rozjechał mnie pociągiem, tirem albo poćwiartował każdy element mojego ciała i je pozszywał. Nie było mnie w watasze 2 tygodnie i 3 dni, a to przez to, co wydarzyło się dzień temu.
*** dzień wcześniej ***
Piękna, chłodna noc, gwiaździste niebo i pełnia księżyca, nic więcej nie potrzeba do szczęścia. Wracałam do domu zmęczona po ciężkiej misji, którą musiałam wykonać w ciągu dwóch tygodni. Musiałam zabić 3-ech szpiegów z innej watahy, no i dodatkowo wampira. Idąc spokojnie uliczkami, zaczęłam czuć słabą, delikatną woń męskich perfum, dziwne... Ruszyłam w kierunku zapachu, przypadek czy też nie, ale miałam po drodze. Szybko spostrzegłam postać idącą w moim kierunku, nie zatrzymywałam się. Ten śliczny zapach dobiegał od niego, przyciągał jak magnez. Chłopak zatrzymał się przede mną, od razu poznałam go po twarzy, był to Felix. Jednak zachowałam dystans i zatrzymałam się tak, że dzieliło nas 1,5 m.
- Cześć Rosie... -przywitał się z lekkim uśmiechem. - Czemu tak nagle zniknęłaś? -spytał.
- Ja nie zniknęłam, po prostu miałam robotę, muszę przecież wypełniać swój obowiązek... - skrzywiłam się.
- Taa, i wyglądać, jakbyś miała za chwilę zasnąć, albo umrzeć...- zażartował.
- A ty pewnie musiałeś uciekać od dziewczyn bo zbyt ładnie pachniesz... - pokazałam mu język, przy czym zacięłam się w myślach. Powiedziałam mu, że ładnie pachnie?! A obiecałam sobie, że nie powiem mu ani jednego komplementu :/ . No dobra, mam zbyt dobre serce, jest moim jedynym przyjacielem.
- Może, ale to też zasługa wyglądu... - odparł.
- No nie wiem, chyba jestem idiotką, bo mnie nie pociągasz... - skrzywiłam się.
- Albo wręcz przeciwnie, nie jesteś dziwką... -stwierdził.
- Serio? To powiedz to starym dziadkom...- westchnęłam.
- Nie znam ich, ale chętnie bym im rozwalił łeb gdyby Cię tak nazwali - wyszczerzył zęby.
- Nie szczerz zębów, bo ktoś Ci je wybije... - pokazałam mu język.
- Niby kto? - spytał.
- Em... Oni? - odparłam w lekkim szoku gdy ujrzałam 32 osobową grupę wampirów.
Feluś od razu dobył MP7.
- Te Luck.. - odparł jeden białowłosy - Widzisz tego kundla?!- zaczął się śmiać z Felka.
Wkurzony warknął i zaczął do nich strzelać, jednak bez skutku.
- Dasz rade ich na chwilkę zająć? -spytał.
- Jasne...- mruknęłam i ruszyłam do ataku. Zabiłam tam paru z nich, jednak przepracowanie robiło swoje, z każdym atakiem słabłam. Kiedy mój przyjaciel zmienił amunicje na srebrną zaczął ich odstrzeliwać.
- Ale fajna dupeczka! - rzucił się na mnie jeden. Siłowałam się z nim chwile, aż do momentu kiedy dostał kulką w potylicę. Zrzuciłam go z siebie i z resztką sił wyrwałam serca kilku wampirom. No cóż, niektórzy się na mnie wyzywali i połamali mi kości, jedni porozcinali skórę.
Dalej co się działo nie zapamiętałam, straciłam przytomność,gdyż straciłam mnóstwo krwi, ale resztę opowie wam Felix ☺.
< Felix? dalej ty x.x >
*** dzień wcześniej ***
Piękna, chłodna noc, gwiaździste niebo i pełnia księżyca, nic więcej nie potrzeba do szczęścia. Wracałam do domu zmęczona po ciężkiej misji, którą musiałam wykonać w ciągu dwóch tygodni. Musiałam zabić 3-ech szpiegów z innej watahy, no i dodatkowo wampira. Idąc spokojnie uliczkami, zaczęłam czuć słabą, delikatną woń męskich perfum, dziwne... Ruszyłam w kierunku zapachu, przypadek czy też nie, ale miałam po drodze. Szybko spostrzegłam postać idącą w moim kierunku, nie zatrzymywałam się. Ten śliczny zapach dobiegał od niego, przyciągał jak magnez. Chłopak zatrzymał się przede mną, od razu poznałam go po twarzy, był to Felix. Jednak zachowałam dystans i zatrzymałam się tak, że dzieliło nas 1,5 m.
- Cześć Rosie... -przywitał się z lekkim uśmiechem. - Czemu tak nagle zniknęłaś? -spytał.
- Ja nie zniknęłam, po prostu miałam robotę, muszę przecież wypełniać swój obowiązek... - skrzywiłam się.
- Taa, i wyglądać, jakbyś miała za chwilę zasnąć, albo umrzeć...- zażartował.
- A ty pewnie musiałeś uciekać od dziewczyn bo zbyt ładnie pachniesz... - pokazałam mu język, przy czym zacięłam się w myślach. Powiedziałam mu, że ładnie pachnie?! A obiecałam sobie, że nie powiem mu ani jednego komplementu :/ . No dobra, mam zbyt dobre serce, jest moim jedynym przyjacielem.
- Może, ale to też zasługa wyglądu... - odparł.
- No nie wiem, chyba jestem idiotką, bo mnie nie pociągasz... - skrzywiłam się.
- Albo wręcz przeciwnie, nie jesteś dziwką... -stwierdził.
- Serio? To powiedz to starym dziadkom...- westchnęłam.
- Nie znam ich, ale chętnie bym im rozwalił łeb gdyby Cię tak nazwali - wyszczerzył zęby.
- Nie szczerz zębów, bo ktoś Ci je wybije... - pokazałam mu język.
- Niby kto? - spytał.
- Em... Oni? - odparłam w lekkim szoku gdy ujrzałam 32 osobową grupę wampirów.
Feluś od razu dobył MP7.
- Te Luck.. - odparł jeden białowłosy - Widzisz tego kundla?!- zaczął się śmiać z Felka.
Wkurzony warknął i zaczął do nich strzelać, jednak bez skutku.
- Dasz rade ich na chwilkę zająć? -spytał.
- Jasne...- mruknęłam i ruszyłam do ataku. Zabiłam tam paru z nich, jednak przepracowanie robiło swoje, z każdym atakiem słabłam. Kiedy mój przyjaciel zmienił amunicje na srebrną zaczął ich odstrzeliwać.
- Ale fajna dupeczka! - rzucił się na mnie jeden. Siłowałam się z nim chwile, aż do momentu kiedy dostał kulką w potylicę. Zrzuciłam go z siebie i z resztką sił wyrwałam serca kilku wampirom. No cóż, niektórzy się na mnie wyzywali i połamali mi kości, jedni porozcinali skórę.
Dalej co się działo nie zapamiętałam, straciłam przytomność,gdyż straciłam mnóstwo krwi, ale resztę opowie wam Felix ☺.
< Felix? dalej ty x.x >
Witamy z powrotem!
Blog powraca z nową fabułą nadal czekamy na potwierdzenia od niektórych na temat tego czy zostają.
Radzimy się od razu zapoznać z paroma nowościami.
Radzimy się od razu zapoznać z paroma nowościami.
~Administratorzy
środa, 25 czerwca 2014
Od Shadow'a
Szedłem w stronę Zamku. Była noc i nawet dobrze, że chociaż była noc. Nikt mnie nie zauważy. Czułem się szczęśliwy od środka, że w końcu zobaczę Blue i ją przytulę. Moje myśli cały czas były skierowane tylko na Blue. Wiatr był ciepły i wiał tak jakby miał mnie uśpić do snu. Jednak mu się to nie uda. Kiedy przede mną pojawił się zamek, uśmiechnąłem się szeroko i podszedłem do drzwi. Otworzyłem je cichutko, bo wiedziałem, że strasznie skrzypią. A to spowodowało by pobudkę całej watahy. Wszedłem po schodach. Usłyszałem dziwne odgłosy śmiechu, które wydobywały się z jadalni. Otworzyłem drzwi. Kiedy wszedłem zobaczyłem Blue i dwie dziewczyny. Zrzuciłem torbę na ziemie i spojrzałem na Blue. Blue wstała od stołu. Popatrzyła na mnie, lecz czułem, że to co zrobiłem jest nie wybaczalne. Te 2 dziewczyny szeptały coś do siebie, a potem wyszyły. Znów spojrzałem na Blue. Blue nie odzywając się do mnie, usiadła i patrzyła w kubek kawy. Poszedłem do niej i kucnąłem, kładąc na jej kolano rękę.
- Wiem, że zachowałem się jak ostatni kretyn - powiedziałem z obniżonym głosem - Mogłem Ci powiedzieć, że wyjeżdżam na te 2 miesiące. Przepraszam Blue, ale lepiej mi było nie mówić nic tobie. Lepiej było by, żebyś nie wiedziała gdzie jestem i co robię
- Myślisz, że co sobie wyobrażasz - Zaczęła do mnie krzyczeć - Myślisz, że jestem osobą, która się nie martwi o Ciebie, to ty jesteś w błędzie !
I wtedy Blue wylała mi na głowę gorącą kawę. Popatrzyła na mnie, wstała i wyszła.
- Wiedziałem - szepnąłem sam do siebie
Podniosłem torbę z ziemi i poszedłem do pokoju. Otworzyłem drzwi i rzuciłem kluczyk na nocny stolik. Wszedłem do łazienki, obmyłem twarz z fusów kawy i umyłem włosy. Wróciłem do pokoju, położyłem się na łóżku, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - mówiłem z tak obniżonym głosem że nie chciało mi się żyć
- Czy mogę - Do pokoju weszła Blue i zamknęła drzwi za sobą
- Pewnie - Podniosłem się z łóżka - Więc słucham. Czego potrzebujesz ?
(Blue ? Jak mi się nie chce to potrafię nawet byle gunwo napisać )
- Wiem, że zachowałem się jak ostatni kretyn - powiedziałem z obniżonym głosem - Mogłem Ci powiedzieć, że wyjeżdżam na te 2 miesiące. Przepraszam Blue, ale lepiej mi było nie mówić nic tobie. Lepiej było by, żebyś nie wiedziała gdzie jestem i co robię
- Myślisz, że co sobie wyobrażasz - Zaczęła do mnie krzyczeć - Myślisz, że jestem osobą, która się nie martwi o Ciebie, to ty jesteś w błędzie !
I wtedy Blue wylała mi na głowę gorącą kawę. Popatrzyła na mnie, wstała i wyszła.
- Wiedziałem - szepnąłem sam do siebie
Podniosłem torbę z ziemi i poszedłem do pokoju. Otworzyłem drzwi i rzuciłem kluczyk na nocny stolik. Wszedłem do łazienki, obmyłem twarz z fusów kawy i umyłem włosy. Wróciłem do pokoju, położyłem się na łóżku, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - mówiłem z tak obniżonym głosem że nie chciało mi się żyć
- Czy mogę - Do pokoju weszła Blue i zamknęła drzwi za sobą
- Pewnie - Podniosłem się z łóżka - Więc słucham. Czego potrzebujesz ?
(Blue ? Jak mi się nie chce to potrafię nawet byle gunwo napisać )
Śpiączka - Zamek Nocy- od Willow cz.IV
-Niezła broń-odezwała się dziewczyna tak nagle, że aż się wzdrygnęłam.
-Eeeem...-zdołałam z siebie wydusić tylko tyle. Sytuacja była co najmniej dziwna. Najpierw ni z gruchy, ni z pietruchy pojawiam się w jakimś opuszczonym zamku. Walczę w środku z demonem, potem prawie tonę w morzu krwi, która wylewa się na korytarz, a na koniec spotykam dziecko, które najwyraźniej wcale się nie postarzało od dnia zrobienia rodzinnej fotografii. Pamiętam, że zanim zjawiłam się w tej ponurej krainie, szykowałam się do snu. Może to sen? Pewności nie ma, ale jeśli tak, to cholernie realistyczny koszmar.
-Czemu tu jesteś?-zapytałyśmy równocześnie. W normalnych okolicznościach roześmiałabym się, lecz te okoliczności z pewnością do najnormalniejszych nie należały.
-Odpowiedz pierwsza-nakazała dziewczyna wciąż siedząc tyłem do mnie. Mówiła dosyć cicho, wciągając powietrze z dziwnym świstem.
-Nie wiem- wyszeptałam drżącym głosem. Potem odkaszlnęłam i dodałam nieco pewniej:
-Pamiętam, że szłam przez mgłę, a z niej wyłonił się Twój zamek. Weszłam do środka, bo dookoła nie było nic innego.
-Rozumiem...- mruknęła odkładając mój miecz na bok. Przestąpiłam nerwowo z nogi na nogę.
-Posłuchaj. Czy pomożesz mi się stąd wydostać? Tu jest mnóstwo demonów. Jeden już mnie zaatakował, a jeszcze ta krew...
-Nie spiesz się tak! Od dawna nie miałam gości. A demonami się nie martw - nie mają wstępu do mojego pokoju.
-S-skoro tak mówisz-wydukałam. Coś mi się widzi, że nie mam innego wyjścia jak zostać.
-Wybornie!-ucieszyła się dziewczyna klaszcząc w ręce. Na środku pokoju pojawił się biały, okrągły stolik z dwoma filiżankami herbaty i dwa białe krzesła do kompletu.
-Siadaj i częstuj się!-zawołała, a na stoliku zmaterializowała się taca z ciasteczkami. Odsunęłam ostrożnie krzesło i usiadłam. Gospodyni natomiast podniosła się z łóżka przygładzając kruczoczarne włosy. Kiedy zajęła miejsce naprzeciw mnie, nareszcie mogłam zobaczyć jej twarz. Na pewno była to dziewczynka ze zdjęcia, lecz kilka "szczegółów" było zaskakujących. Wzrok przyciągały najbardziej usta nieznajomej, a raczej coś co znajdowało się na ich miejscu. Wyglądało to jakby nigdy nie miała ust, ale ruch szczęką rozerwał skórę na ich miejscu. Oczy tajemniczej dziewczyny były zamglone jak u ślepca, choć byłam pewna, że ona widzi mnie doskonale. W dodatku, mimo ciemnych włosów, jej brwi były białe.
-Przerażam Cię?-zapytała świdrując mnie wzrokiem. Nie mam pojęcia jakim cudem mówiła z takimi "ustami".
-Nie jesteś człowiekiem prawda?-wyszeptałam.
-Kiedyś byłam-powiedziała lekkim tonem, sięgając po filiżankę.-Spróbuj herbaty.
Wzięłam porcelanowe dzieło sztuki do rąk i upiłam łyk.
-Dobra-przyznałam. Doszłam do wniosku, iż pośpiech nie pomoże mi wrócić do domu, więc chociaż spróbuję zrozumieć o co tutaj chodzi.
-Biała z jaśminem-wyjaśniła dziewczyna.- Co chcesz wiedzieć? Opowiem Ci wszystko! Nawet nie wiesz jak to jest, kiedy nie ma się komu wygadać przez lata!
-Wiem-mruknęłam.
-Co?
-Nieważne!-uniosłam ręce w obronnym geście.-Jak masz na imię?
-Saga.
-Jak ta herbata?-wypaliłam bez zastanowienia. Na szczęście nie zrozumiała o co mi chodziło. Zmarszczyła tylko brwi i mówiła dalej.
-Ty jesteś...
-Willow.
-Wierzba?
-Dokładnie.
-Zatem Salicti, czy chcesz...-zaczęła.
-Nie rozumiem dlaczego wy demony, tak się uparliście na to Salicti- przerwałam Sadze. W jej oczach dostrzegłam zaskoczenie.
-Nie podoba Ci się łacińskie określenie na wierzbę?-zapytała z niedowierzaniem. Wzruszyłam ramionami.-No cóż... Jak dla mnie, angielskie "Willow" jest zbyt nowoczesne. W moim wieku jest bardziej na miejscu używać łaciny...-odparła po zastanowieniu.
-Ile masz właściwie lat?
-Zmarłam w wieku trzynastu lat, a demonem duchem jestem od stu dwudziestu siedmiu. Razem wychodzi sto czterdzieści.
-Nie widać po tobie, że aż tyle. Jakich kosmetyków używasz?- spytałam z niewinnym uśmiechem. Odwzajemniła uśmiech, co w jej wydaniu wypadło dosyć złowieszczo. Mimo to, w towarzystwie Sagi zaczynałam się czuć coraz swobodniej. Może dlatego, że sprawiała wrażenie podobnej do mnie? Samotnej, ale pełnej ciepła dla innych...
<cdn.>
-Eeeem...-zdołałam z siebie wydusić tylko tyle. Sytuacja była co najmniej dziwna. Najpierw ni z gruchy, ni z pietruchy pojawiam się w jakimś opuszczonym zamku. Walczę w środku z demonem, potem prawie tonę w morzu krwi, która wylewa się na korytarz, a na koniec spotykam dziecko, które najwyraźniej wcale się nie postarzało od dnia zrobienia rodzinnej fotografii. Pamiętam, że zanim zjawiłam się w tej ponurej krainie, szykowałam się do snu. Może to sen? Pewności nie ma, ale jeśli tak, to cholernie realistyczny koszmar.
-Czemu tu jesteś?-zapytałyśmy równocześnie. W normalnych okolicznościach roześmiałabym się, lecz te okoliczności z pewnością do najnormalniejszych nie należały.
-Odpowiedz pierwsza-nakazała dziewczyna wciąż siedząc tyłem do mnie. Mówiła dosyć cicho, wciągając powietrze z dziwnym świstem.
-Nie wiem- wyszeptałam drżącym głosem. Potem odkaszlnęłam i dodałam nieco pewniej:
-Pamiętam, że szłam przez mgłę, a z niej wyłonił się Twój zamek. Weszłam do środka, bo dookoła nie było nic innego.
-Rozumiem...- mruknęła odkładając mój miecz na bok. Przestąpiłam nerwowo z nogi na nogę.
-Posłuchaj. Czy pomożesz mi się stąd wydostać? Tu jest mnóstwo demonów. Jeden już mnie zaatakował, a jeszcze ta krew...
-Nie spiesz się tak! Od dawna nie miałam gości. A demonami się nie martw - nie mają wstępu do mojego pokoju.
-S-skoro tak mówisz-wydukałam. Coś mi się widzi, że nie mam innego wyjścia jak zostać.
-Wybornie!-ucieszyła się dziewczyna klaszcząc w ręce. Na środku pokoju pojawił się biały, okrągły stolik z dwoma filiżankami herbaty i dwa białe krzesła do kompletu.
-Siadaj i częstuj się!-zawołała, a na stoliku zmaterializowała się taca z ciasteczkami. Odsunęłam ostrożnie krzesło i usiadłam. Gospodyni natomiast podniosła się z łóżka przygładzając kruczoczarne włosy. Kiedy zajęła miejsce naprzeciw mnie, nareszcie mogłam zobaczyć jej twarz. Na pewno była to dziewczynka ze zdjęcia, lecz kilka "szczegółów" było zaskakujących. Wzrok przyciągały najbardziej usta nieznajomej, a raczej coś co znajdowało się na ich miejscu. Wyglądało to jakby nigdy nie miała ust, ale ruch szczęką rozerwał skórę na ich miejscu. Oczy tajemniczej dziewczyny były zamglone jak u ślepca, choć byłam pewna, że ona widzi mnie doskonale. W dodatku, mimo ciemnych włosów, jej brwi były białe.
-Przerażam Cię?-zapytała świdrując mnie wzrokiem. Nie mam pojęcia jakim cudem mówiła z takimi "ustami".
-Nie jesteś człowiekiem prawda?-wyszeptałam.
-Kiedyś byłam-powiedziała lekkim tonem, sięgając po filiżankę.-Spróbuj herbaty.
Wzięłam porcelanowe dzieło sztuki do rąk i upiłam łyk.
-Dobra-przyznałam. Doszłam do wniosku, iż pośpiech nie pomoże mi wrócić do domu, więc chociaż spróbuję zrozumieć o co tutaj chodzi.
-Biała z jaśminem-wyjaśniła dziewczyna.- Co chcesz wiedzieć? Opowiem Ci wszystko! Nawet nie wiesz jak to jest, kiedy nie ma się komu wygadać przez lata!
-Wiem-mruknęłam.
-Co?
-Nieważne!-uniosłam ręce w obronnym geście.-Jak masz na imię?
-Saga.
-Jak ta herbata?-wypaliłam bez zastanowienia. Na szczęście nie zrozumiała o co mi chodziło. Zmarszczyła tylko brwi i mówiła dalej.
-Ty jesteś...
-Willow.
-Wierzba?
-Dokładnie.
-Zatem Salicti, czy chcesz...-zaczęła.
-Nie rozumiem dlaczego wy demony, tak się uparliście na to Salicti- przerwałam Sadze. W jej oczach dostrzegłam zaskoczenie.
-Nie podoba Ci się łacińskie określenie na wierzbę?-zapytała z niedowierzaniem. Wzruszyłam ramionami.-No cóż... Jak dla mnie, angielskie "Willow" jest zbyt nowoczesne. W moim wieku jest bardziej na miejscu używać łaciny...-odparła po zastanowieniu.
-Ile masz właściwie lat?
-Zmarłam w wieku trzynastu lat, a demonem duchem jestem od stu dwudziestu siedmiu. Razem wychodzi sto czterdzieści.
-Nie widać po tobie, że aż tyle. Jakich kosmetyków używasz?- spytałam z niewinnym uśmiechem. Odwzajemniła uśmiech, co w jej wydaniu wypadło dosyć złowieszczo. Mimo to, w towarzystwie Sagi zaczynałam się czuć coraz swobodniej. Może dlatego, że sprawiała wrażenie podobnej do mnie? Samotnej, ale pełnej ciepła dla innych...
<cdn.>
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Od Crazy c.d. Ino
Ja i Ino poszliśmy nad łąkę,Ino położyła się a ja obok niej
nie wiem co kombinowała ale zaczęło mi się podobać
zacząłem ją całować,te głosy w mojej głowie znowu powróciły
"nie rób tego"nie zwracałem na to uwagi
<Ino brak weny a tak w ogóle co ty kombinujesz?>
nie wiem co kombinowała ale zaczęło mi się podobać
zacząłem ją całować,te głosy w mojej głowie znowu powróciły
"nie rób tego"nie zwracałem na to uwagi
<Ino brak weny a tak w ogóle co ty kombinujesz?>
Od Ino c.d Crazy
Zawstydziłam się i nie wiedziałam co robić.
- Wszystko dobrze? - spytałam.
- Tak....- odpowiedział Crazy
Położyłam się na trawie i rozmyślałam o tym co się przed chwilą stało.
Nagle Crazy się na mnie położył i pocałował mnie.
- Ja nie wiem co się stało.- powiedział chłopak.
- Już nie ważne...Zapomnij o tym co się wydarzyło. - odparłam.
Wstałam i złapałam Crazy za rękę.
- Chodź! Zaprowadzę cię w moje ulubione miejsce.
- To tu.
To była piękna, zielona łąka.
Było tam dużo motyli i promieni słońca.
Zrobiłam jeden krok i się przewaliłam.
Ale nic mnie nie bolało bo była głęboka trawa.
Crazy położył się obok mnie i zaczął całować.
< Crazy? >
- Wszystko dobrze? - spytałam.
- Tak....- odpowiedział Crazy
Położyłam się na trawie i rozmyślałam o tym co się przed chwilą stało.
Nagle Crazy się na mnie położył i pocałował mnie.
- Ja nie wiem co się stało.- powiedział chłopak.
- Już nie ważne...Zapomnij o tym co się wydarzyło. - odparłam.
Wstałam i złapałam Crazy za rękę.
- Chodź! Zaprowadzę cię w moje ulubione miejsce.
- To tu.
To była piękna, zielona łąka.
Było tam dużo motyli i promieni słońca.
Zrobiłam jeden krok i się przewaliłam.
Ale nic mnie nie bolało bo była głęboka trawa.
Crazy położył się obok mnie i zaczął całować.
< Crazy? >
niedziela, 22 czerwca 2014
Od Crazy c.d. Ino
-uch Ino ale ty mnie dręczysz-powiedziałem uśmiechając się
-no wiem już taka jestem-rzekła głosem bardziej sexy
Pocałowałem ją,oparliśmy się o drzewo nie odlepiając ust,moja ręka powędrowała do włosów Ino a druga moja ręka powędrowała do jej bioder,naglę w mojej głowie usłyszałem głosy"nie rób tego"otworzyłem oczy i przestałem ją całować i spojrzałem na Ino ta spytała
-coś się stało?
-nie...nie wiem..-udawałem że tego nie słyszałem
<Ino?>
-no wiem już taka jestem-rzekła głosem bardziej sexy
Pocałowałem ją,oparliśmy się o drzewo nie odlepiając ust,moja ręka powędrowała do włosów Ino a druga moja ręka powędrowała do jej bioder,naglę w mojej głowie usłyszałem głosy"nie rób tego"otworzyłem oczy i przestałem ją całować i spojrzałem na Ino ta spytała
-coś się stało?
-nie...nie wiem..-udawałem że tego nie słyszałem
<Ino?>
Sen- Podziemny Korytarz od Crazy cz. II
Podniosłem miecz,a brzęk mojego miecza dodawał mi odwagi,zrobiłem krok w stronę demona i zabiłem go jednym uderzeniem,reszta demonów
rzuciła się na mnie,tym razem nie mogłem zadać żadnych obrażeń
w padłem na ziemię a w ziemi pojawiły się runy i wyjąłem wielki młot i walnąłem z całej siły w ziemię i pojawiły się fale co sprawiły że demony odrzuciło z wielką siłą,młot odrzuciłem a miecz podniosłem,jeden demon biegł w moją stronę,podniosłem miecz i zamachnąłem się i demon wyleciał w dwóch kawałkach,zrobiłem kilka kroków i naglę zobaczyłem krew na ścianach,znowu usłyszałem krzyki dziewczyny
nie zatrzymywałem się na suficie były przymocowane łańcuchy
na niektórych były powieszone trupy,a przeraziło mnie to że niektóre demony obgryzały martwe ciała,kiedy demony mnie zobaczyły zeskoczyły z trupów i zmierzały w moją stronę,znowu runy pojawiły się na ziemi tym razem wyjąłem łuk i zacząłem strzelać w demony,poszło gładko,łuk zniknął i szedłem dalej.
<To Be Continued>
rzuciła się na mnie,tym razem nie mogłem zadać żadnych obrażeń
w padłem na ziemię a w ziemi pojawiły się runy i wyjąłem wielki młot i walnąłem z całej siły w ziemię i pojawiły się fale co sprawiły że demony odrzuciło z wielką siłą,młot odrzuciłem a miecz podniosłem,jeden demon biegł w moją stronę,podniosłem miecz i zamachnąłem się i demon wyleciał w dwóch kawałkach,zrobiłem kilka kroków i naglę zobaczyłem krew na ścianach,znowu usłyszałem krzyki dziewczyny
nie zatrzymywałem się na suficie były przymocowane łańcuchy
na niektórych były powieszone trupy,a przeraziło mnie to że niektóre demony obgryzały martwe ciała,kiedy demony mnie zobaczyły zeskoczyły z trupów i zmierzały w moją stronę,znowu runy pojawiły się na ziemi tym razem wyjąłem łuk i zacząłem strzelać w demony,poszło gładko,łuk zniknął i szedłem dalej.
<To Be Continued>
sobota, 21 czerwca 2014
Od Ino c.d. Crazy
- Też za nimi tęsknie...- odpowiedziałam.
W moich oczach pojawiły się łzy.
- Nie płacz. - powiedział Crazy przytulając mnie.
- Takie stado ich zabiło. - odpowiedziałam.
Crazy się zmartwił spojrzał na niebo przez okno.
Przestałam płakać i się uśmiechnęłam.
- A co z tą rodzinką? - spytałam się.
- Ja i ty już się zdecydowaliśmy. - powiedziałam.
Pocałowałam Crazy w usta i poszłam na padok.
Crazy poszedł za mną.
Usiadłam pod drzewem i patrzyłam na konie.
- Chciałam bym mieć takie zwierze. - odrzekłam.
- Możesz mieć. - odparł Crazy.
- Tylko musisz porozmawiać o tym z Blue.
Oparłam się o ramie Crazy i się przytuliłam.
- To chcesz mieć szczeniaczki? - spytałam zaczerwieniając się.
<Crazy?>
W moich oczach pojawiły się łzy.
- Nie płacz. - powiedział Crazy przytulając mnie.
- Takie stado ich zabiło. - odpowiedziałam.
Crazy się zmartwił spojrzał na niebo przez okno.
Przestałam płakać i się uśmiechnęłam.
- A co z tą rodzinką? - spytałam się.
- Ja i ty już się zdecydowaliśmy. - powiedziałam.
Pocałowałam Crazy w usta i poszłam na padok.
Crazy poszedł za mną.
Usiadłam pod drzewem i patrzyłam na konie.
- Chciałam bym mieć takie zwierze. - odrzekłam.
- Możesz mieć. - odparł Crazy.
- Tylko musisz porozmawiać o tym z Blue.
Oparłam się o ramie Crazy i się przytuliłam.
- To chcesz mieć szczeniaczki? - spytałam zaczerwieniając się.
<Crazy?>
Od Crazy c.d. Ino
Ja i Ino poszliśmy do mojej sypialni i usiedliśmy na łóżku
- Może kiedyś wybierzemy się na przejażdżkę
-no nawet dobry pomysł-powiedziałem i przytuliłem ją a potem pocałowałem,wstałem i zacząłem się gapić w okno i wzdychnąłem głośno,Ino spytała
-co ci jest?
-nic tylko strasznie brakuje mi moich rodziców-powiedziałem
Ino podeszła do mnie i przytuliła się do mnie,odwzajemniłem ten gest
pocałunkiem w policzek
<Ino?>
- Może kiedyś wybierzemy się na przejażdżkę
-no nawet dobry pomysł-powiedziałem i przytuliłem ją a potem pocałowałem,wstałem i zacząłem się gapić w okno i wzdychnąłem głośno,Ino spytała
-co ci jest?
-nic tylko strasznie brakuje mi moich rodziców-powiedziałem
Ino podeszła do mnie i przytuliła się do mnie,odwzajemniłem ten gest
pocałunkiem w policzek
<Ino?>
Od Blue c.d Izzy
Ja wyszłam nieco wcześniej, by jeszcze pobawić się nieco z Shiro. Kiedy tylko zobaczyłam, że Izabela wychodzi z zamku i idzie w naszą stronę z uśmiechem pomachałam do niej. Shiro spojrzała na nią, chcący zapewne przypomnieć ją sobie. Po chwili już przypomniała sobie dziewczynę.
-Hej! Ty jesteś Izabela?-zapytała Shiro
<Izzy?>
-Hej! Ty jesteś Izabela?-zapytała Shiro
<Izzy?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
