Podeszłam trochę do niego i powiedziałam:
- Dziękuje... - Zarumieniłam się i go przytuliłam po przyjacielsku.
- Spoko... - Elias też się zarumienił i poszedł.
Poszłam do pokoju i się po nim rozejrzałam.
- Trzeba go trochę zmienić.
Łóżko przestawiłam na inną stronę, poukładałam różne moje zdjęcia i pluszaki na półkach i trochę tutaj sprzątnęłam.
Upadłam zmęczona na łóżko.
,, Później pójdę zobaczyć skrzydło szpitalne,, - Pomyślałam.
Po 20 minutach poszłam zwiedzić skrzydło szpitalne.
Byłam ciekawa co tam jest.
Tam był Elias.
Zobaczyłam, że robi porządki.
Podeszłam nieśmiało.
- Mogę tobie pomóc.- Zaproponowałam.
- No jak chcesz... - Uśmiechnęłam się do niego.
- No dobra.
Zmyłam podłogę i niektóre okna.
- Szybko sobie radzisz- Powiedział chłopak.
- Heh.. - Odpowiedziałam.
Elias?
środa, 30 kwietnia 2014
Od Elias'a d.c. Leyli
- Więc chodźmy - powiedziałem dalej z uśmiechem i ruszyłem korytarzem
Dogoniła mnie i zaczęliśmy wędrówkę po zamku. Pokazałem jej po kolei wszystkie miejsca w zamku, a przynajmniej wszystkie ważne. Jednak gdyż nie jest ich mało zeszło nam to do wieczora. Na koniec otworzyłem przed nią jeden z pokoi.
- A tutaj jest pokój dla Ciebie - powiedziałem - Możesz go zmienić jak Ci się spodoba
Weszła i rozejrzała się.
- Ale jest dość ładny... - mruknęła
- No tak..., ale to tylko taki pokój w surowym stanie... - wyjaśniłem
Rozejrzała się i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Widzisz..., każdemu tu się podoba inaczej, więc pokoje są tylko takie by wszystko było mniej więcej, a potem każdy zmienia według wyboru. Byś zobaczyła pokój Anne... cały w tęczach... - powiedziałem
Kiwnęła głową
- Na razie się rozgość, a jak będziesz chciała zwiedzać tereny na zewnątrz to wystarczy powiedzieć, jakby co będę w skrzydle szpitalnym - powiedziałem i ruszyłem korytarzem.
< Leyla?>
Dogoniła mnie i zaczęliśmy wędrówkę po zamku. Pokazałem jej po kolei wszystkie miejsca w zamku, a przynajmniej wszystkie ważne. Jednak gdyż nie jest ich mało zeszło nam to do wieczora. Na koniec otworzyłem przed nią jeden z pokoi.
- A tutaj jest pokój dla Ciebie - powiedziałem - Możesz go zmienić jak Ci się spodoba
Weszła i rozejrzała się.
- Ale jest dość ładny... - mruknęła
- No tak..., ale to tylko taki pokój w surowym stanie... - wyjaśniłem
Rozejrzała się i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Widzisz..., każdemu tu się podoba inaczej, więc pokoje są tylko takie by wszystko było mniej więcej, a potem każdy zmienia według wyboru. Byś zobaczyła pokój Anne... cały w tęczach... - powiedziałem
Kiwnęła głową
- Na razie się rozgość, a jak będziesz chciała zwiedzać tereny na zewnątrz to wystarczy powiedzieć, jakby co będę w skrzydle szpitalnym - powiedziałem i ruszyłem korytarzem.
< Leyla?>
Od Willow do Kendar'a
Chwyciłam go mocno za rękę. Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Tak będzie prędzej-odparłam krótko po czym przeteleportowałam nas do lasu nad rzekę. Kendar był tym na tyle skołowany, że nieco się zachwiał. Pomogłam mu odzyskać równowagę.
-Nie spodziewałeś się co?-powiedziałam ze śmiechem.
-Wcale... pierwszy raz się teleportowałem...
-I jakie wrażenia?
-To...dziwne.
-Musisz się przyzwyczaić, bo dzisiaj jeszcze kilka razy będziemy sie teleportować. Inaczej zwiedzanie terenów zajęłoby mnóstwo czasu. Są zbyt rozległe, żeby obejść je w jeden dzień.
-Więc jak się po nich poruszacie?
-Poza teleportacją, niektórzy używają zdolności lotu lub superszybkości. Można jeszcze pojechać na koniu albo smoku.
-Rozumiem. Gdzie teraz jesteśmy?-zapytał rozglądając się dokoła.
-Nad rzeką. Płynie przez las i wpada do morza niedaleko naszej plaży.
Chłopak podszedł bliżej brzegu i zajrzał do wody.
-Lepiej uważaj! Dosyć często ktoś tam wpada. Właściwie to wszystkie tutejsze wody mają jakąś tajemniczą siłę przyciągania...
***
Po obejrzeniu prawie wszystkich ważniejszych miejsc na terenach watahy odwiedziliśmy nadmorską zatokę. Opadłam na bielutki piasek z cichym westchnieniem. Kendar usiadł obok po turecku.
-Długo należysz do watahy?-jego pytanie brzmiało raczej jak stwierdzenie. Pokiwałam głową.
-Prawie pół roku.
-Czy to nie nudne?
Zaśmiałam się gorzko.
-Gdyby porównać moje życie teraz, z wcześniejszym...-zawiesiłam głos na moment.-To tego, co było kiedyś nie można nawet nazwać życiem.
-Ale nieważne!-odparłam machając ręką.-Podobała się wycieczka?
Skinął głową wbijając wzrok w morskie fale.
-Wracamy już, czy chesz jeszcze zostać?-zapytałam obserwując drepczącą obok mewę.
<Kendar?>
-Tak będzie prędzej-odparłam krótko po czym przeteleportowałam nas do lasu nad rzekę. Kendar był tym na tyle skołowany, że nieco się zachwiał. Pomogłam mu odzyskać równowagę.
-Nie spodziewałeś się co?-powiedziałam ze śmiechem.
-Wcale... pierwszy raz się teleportowałem...
-I jakie wrażenia?
-To...dziwne.
-Musisz się przyzwyczaić, bo dzisiaj jeszcze kilka razy będziemy sie teleportować. Inaczej zwiedzanie terenów zajęłoby mnóstwo czasu. Są zbyt rozległe, żeby obejść je w jeden dzień.
-Więc jak się po nich poruszacie?
-Poza teleportacją, niektórzy używają zdolności lotu lub superszybkości. Można jeszcze pojechać na koniu albo smoku.
-Rozumiem. Gdzie teraz jesteśmy?-zapytał rozglądając się dokoła.
-Nad rzeką. Płynie przez las i wpada do morza niedaleko naszej plaży.
Chłopak podszedł bliżej brzegu i zajrzał do wody.
-Lepiej uważaj! Dosyć często ktoś tam wpada. Właściwie to wszystkie tutejsze wody mają jakąś tajemniczą siłę przyciągania...
***
Po obejrzeniu prawie wszystkich ważniejszych miejsc na terenach watahy odwiedziliśmy nadmorską zatokę. Opadłam na bielutki piasek z cichym westchnieniem. Kendar usiadł obok po turecku.
-Długo należysz do watahy?-jego pytanie brzmiało raczej jak stwierdzenie. Pokiwałam głową.
-Prawie pół roku.
-Czy to nie nudne?
Zaśmiałam się gorzko.
-Gdyby porównać moje życie teraz, z wcześniejszym...-zawiesiłam głos na moment.-To tego, co było kiedyś nie można nawet nazwać życiem.
-Ale nieważne!-odparłam machając ręką.-Podobała się wycieczka?
Skinął głową wbijając wzrok w morskie fale.
-Wracamy już, czy chesz jeszcze zostać?-zapytałam obserwując drepczącą obok mewę.
<Kendar?>
wtorek, 29 kwietnia 2014
Od Crazy c.d. Keyt
-hej czy ty musisz być taka? [Crazy]
-jaka? [Keyt]
-zabójczo szybka
-no co to tylko odruch [Keyt]
-no dobra ale uważaj z tym odruchem bo jeszcze kogoś zabijesz
-dobrze będę ostrożna [Keyt]
-mogę ci zaufać?
<Keyt>
-jaka? [Keyt]
-zabójczo szybka
-no co to tylko odruch [Keyt]
-no dobra ale uważaj z tym odruchem bo jeszcze kogoś zabijesz
-dobrze będę ostrożna [Keyt]
-mogę ci zaufać?
<Keyt>
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spokojnie, spokojnie. Bo się pogubię Dx
A Crazy nie chce mi się wstawiać naszego, wyślij jakiś bardziej "sensny" jak Cię wena napłynie.
Od Keyt c.d. Crazy
-Długo jesteś w watasze? -spytałam
-Trochę. A czemu pytasz? -spytał
-A tak jakoś... - ruszyliśmy na ślepo. Nie wiedziałam gdzie idę... Moją uwagę zwracał tylko Crazy... Czułam się jeszcze dziwnie niż w towarzystwie Sidney'a. Nagle usłyszałam trzask przed nami, pierwszy mój odruch to wyjęcie broni. Celowałam w miejsce odgłosu... Z krzaków wyszła wiewiórka... Odetchnęłam i schowałam broń. Spojrzałam na basiora a on na mnie...
-Sory... czasem mam takie odruchy... lata treningu i tak dalej... -zaśmiałam się.
<Crazy?>
-Trochę. A czemu pytasz? -spytał
-A tak jakoś... - ruszyliśmy na ślepo. Nie wiedziałam gdzie idę... Moją uwagę zwracał tylko Crazy... Czułam się jeszcze dziwnie niż w towarzystwie Sidney'a. Nagle usłyszałam trzask przed nami, pierwszy mój odruch to wyjęcie broni. Celowałam w miejsce odgłosu... Z krzaków wyszła wiewiórka... Odetchnęłam i schowałam broń. Spojrzałam na basiora a on na mnie...
-Sory... czasem mam takie odruchy... lata treningu i tak dalej... -zaśmiałam się.
<Crazy?>
Od Blue c.d. Crazy
Szliśmy już tak dłuższą chwilę z niezręczną ciszą. Kiedy nagle zapytałam:
-Co to za zioło?-wskazałam na zieloną papkę [xD]
-Ah, to-zaczął-To jest.........................................................................
<Crazy?>
-Co to za zioło?-wskazałam na zieloną papkę [xD]
-Ah, to-zaczął-To jest.........................................................................
<Crazy?>
Od Crazy c.d. Blue
spojrzałem na węże...nie chciałem się zmieniać w człowieka to skoczyłem na węża i zacząłem się z nim walkę,Blue załatwiła jednego w parę minut,wyciągnąłem swoje ostre jak brzytwa pazury i pokroiłem węża
Blue powiedziała
-dobra robota
-dzięki-bąknąłem i zacząłem utykać,ten przeklęty wąż ugryzł mnie w łapę
i rana zaczęła krwawić,Blue już miała zareagować gdy powiedziałem
-nie nie trzeba...dzięki
-ale one były jadowite
-spokojnie-rzekłem i wziąłem jakieś zioło,chwyciłem i zacząłem żuć ziele potem wyplułem i nałożyłem na krwawiącą łapę
-chodż już
poszliśmy do zamku,ja usiadłem na podłogę,Blue spytała
<Blue>
Blue powiedziała
-dobra robota
-dzięki-bąknąłem i zacząłem utykać,ten przeklęty wąż ugryzł mnie w łapę
i rana zaczęła krwawić,Blue już miała zareagować gdy powiedziałem
-nie nie trzeba...dzięki
-ale one były jadowite
-spokojnie-rzekłem i wziąłem jakieś zioło,chwyciłem i zacząłem żuć ziele potem wyplułem i nałożyłem na krwawiącą łapę
-chodż już
poszliśmy do zamku,ja usiadłem na podłogę,Blue spytała
<Blue>
Subskrybuj:
Posty (Atom)